Newsy:

Mroczne umysły... "Nigdy nie gasną" ALEXANDRA BRACKEN

„Nigdy nie gasną” to drugi tom trylogii Alexandry Bracken, która podbiła serca wielu czytelników na całym świecie. Trylogia ta jest niezwykle klimatyczną, antyutopijną wizją świata, w której dzieci są nie tylko ofiarami przedziwnej „choroby” OMNI, uważanej przez niektórych za dar, ale także ofiarami systemu i rządów sprawowanych przez dorosłych. Dzieci, którym udało się przeżyć posiadają gamę niecodziennych umiejętności, które klasyfikuje się według kilku kolorów. Zieloni, niebiescy czy pomarańczowi, to określenia, które od razu informują jakie psioniczne sztuczki potrafi dana osoba.

Nie będę ukrywać, że mimo iż od samego początku pomysł na tę trylogię wydawał mi się bardzo oryginalny i interesujący, to pierwszy tom „Mroczne umysły” wspominam tak, że dość ciężko było mi przyswoić jego treść. Poza tym oczywiście nie zawiodła mnie w żaden sposób, bo nie była banalna, a właśnie bardzo złożona. 

'Jedyną drogą do pogodzenia się z przeszłością jest znalezienie sposobu, 
żeby ją za sobą zamknąć."

Po „Nigdy nie gasną” sięgnęła po dość długim czasie od lektury pierwszego tomu i niestety moje obawy okazały się jak najbardziej słuszne, bo 1/3 książki męczyłam okropnie. W dodatku taki bardzo ogólny zarys wydarzeń, który zapamiętałam z pierwszego tomu utrudniał mi lekturę. Ciężko było mi się odnaleźć w świecie Ruby, połączyć fakty i zrozumieć jej zachowanie. Ku mojemu zdziwieniu i ogromnej radości okazało się, że po przebiciu się przez tą niewidzialną ścianę oporu lektura bardzo mnie wciągnęła i resztę pochłonęłam w bardzo szybkim tempie z całkowitym zaangażowaniem.

Po dramatycznych wydarzeniach, które miały miejsce w pierwszym tomie „Mroczne Umysły”, Ruby przyłączyła się do organizacji zwanej „Ligą dzieci”, której celem jest obalenie obecnego prezydenta i wyzwolenie dzieci. Dzieci, które znajdują się w lidze uczą się walki, dyscypliny i korzystania ze swoich umiejętności pod okiem dorosłych agentów. Na pierwszy rzut oka widać, że misja tejże organizacji trochę zboczyła z głównego celu, dla którego została stworzona. Obalenie obozów, w których przetrzymywane są dzieci zeszła na dalszy plan i dla agentów zaczęła się liczyć jedynie droga do przejęcia władzy. Ruby musi udać się na niebezpieczną misję, dzięki której będzie w stanie sprowadzić Ligę dzieci na właściwe tory. Oczywiście jej wyprawa będzie pełna niebezpieczeństw, niespodzianek i walki z własnymi demonami.

"(...) są pewne myśli, które żyją w naszych umysłach jak przewlekła choroba. 
Czasem wydaje się nam, że je pokonaliśmy, ale okazuje się,
 że tylko przerodziły się w nowe, mroczniejsze formy."

W „Nigdy nie gasną”, tak samo jako w „Mrocznych umysłach” dzieje się naprawdę dużo, serio nie znam drugiej takiej serii, która cechowała by się tak rozbudowaną i napiętą akcją! Dodatkowo fabuła nie jest porozkładana na losu kilku postaci, ani rozłożona w długim okresie czasu, cały czas czytelnik śledzi losy Ruby i przy okazji jej towarzyszy. Wszystko jest bardzo dynamiczne i przemyślane. Autorka nie powiela utartych schematów, dlatego nigdy nie wiadomo co zaplanowała dalej.

Pomysł na drugi tom historii o dzieciach dotkniętych OMNI był strzałem w dziesiątkę. Cała sytuacja została bardzo ciekawe rozwinięta. Główna bohaterka Ruby w pewnien sposób została obnażona przed czytelnikiem. Jej zachowanie, a dokładniej przebłyski mrocznych myśli są fantastycznym zabiegiem i ukazały ją w całkowicie nowy sposób. Tak samo jej nowa „ekipa” jest tak charakterystyczna i na swój sposób sympatyczna, że w mgnieniu oka podbija serce czytelnika.

"Przez ostatnie kilka tygodni życie nieraz udowodniło mi, 
że im lepiej kogoś poznajemy, tym bardziej nam na tej osobie zależy. 
To nieuchronne. Granice się zacierają i później, kiedy przychodzi rozłąka, 
utrata relacji staje się nieznośnym cierpieniem."

W „Nigdy nie gasną” na czytelnika czeka sporo niespodzianek, a każda z nich przyprawi o szybce bicie serca. Także przygotujcie się na masę silnych emocji! Polecam tę książkę i uważam, że warto było się pomęczyć na początku.

Autor: Alexandra Bracken`
Seria/Cykl wydawniczy: Mroczne umysły t.2
Gatunek: Fantasy
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 456

Recenzja gry planszowej "Labyrinth: Ścieżki Przeznaczenia"

Labyrinth: Ścieżki Przeznaczenia to projekt, który śledziliśmy od początku... No dobra, może niezupełnie, bo jest to drugie wydanie pod tym tytułem. Twórcy postanowili odświeżyć grafikę, wprowadzić nieco modyfikacji i usprawnień, no i wypuścić edycję drugą. Zaczęło się od crowdfundingu, jednak projekt niestety nie wypalił. Let's Play ma jednak niespożyte pokłady uporu, optymizmu i przede wszystkim pasji. Po jakimś czasie gra została wypuszczona na rynek, mimo wcześniejszych niepowodzeń. Wydawnictwo to może świecić przykładem, bo nie poddali się i walczyli do końca. A było warto, oj było!

W Labyrinthcie wcielamy się w jednego z licznych bohaterów, który przemierza nieustannie tajemnicze korytarze, co rusz napotyka się na przeróżne pułapki, zdobywa skarby, ucieka przed potężnym strażnikiem i staje do walki na śmierć i życie z innymi śmiałkami, którzy postanowili zapuścić się w tę plątaninę niebezpiecznych korytarzy.


Gra składa się z mnóstwa przeróżnych elementów, które sprawiają, że rozgrywka każdorazowo przysparza nam nowych wrażeń. W sporym pudełku znajduje się:

  • 6 fragmentów ramki gry
  • 30 sześciokątnych pól planszy
  • 6 sześciokątnych pól klucza
  • 1 sześciokątne pole centralne labiryntu
  • 60 żetonów pułapek
  • 6 żetonów kluczy
  • 8 żetonów Kryształu Losu
  • 24 żetony życia
  • 12 żetonów oszołomienia
  • 21 żetonów zdolności postaci
  • 15 żetonów przedmiotów
  • 12 kart ruchu Golema
  • 15 kart przedmiotów
  • 15 kart postaci
  • 12 kart zdarzeń
  • 15 pionków postaci
  • 1 pionek Golema
  • 7 podstawek do pionków
  • 2 kostki do gry
  • Tabela Labiryntu
  • Instrukcja
Labyrinth nie jest prostą grą, którą ogarniemy w 5 minut - trzeba to przyznać. Choć sami ciągle łapiemy się za nowe planszówki, czy karcianki, to jednak nauczenie się poprawnej gry w Labyrith zajęło nam troszkę czasu. Jednak z każdą kolejną rozegraną partią zasady coraz bardziej się utrwalały, a gra sprawiała coraz więcej frajdy. Dochodziło do tego, że rozgrywaliśmy rewanże wielokrotnie przy jednym posiedzeniu. Za każdym razem partia wyglądała inaczej i zaczęliśmy planować bardziej rozbudowane strategie działania.

Jeśli Monopol sprawił kiedykolwiek, że część rodziny przestała się do was odzywać, a druga połówka obraziła się nie na żarty, to przy Labyrinthcie emocje wzrastają kilkukrotnie. Tutaj nie ma, że boli. Napięcie sięga zenitu!


Przygotowanie do gry zajmuje sporo czasu. Na samym początku rozkładamy ramkę planszy, wybieramy swoją postać (co nie jest takie banalne, bo każda z nich ma inne umiejętności i cechy, które możemy wykorzystać), segregujemy i tasujemy karty oraz żetony, a także pola labiryntu. Umieszczamy pionki w podstawkach, rozdzielamy wszystkim tyle żetonów ile trzeba i możemy zaczynać.

Każdy gracz musi zdobyć klucz (ale nie z pola sąsiedniego) i dotrzeć z nim do portalu, którego strzeże groźny Golem. Brzmi całkiem prosto, ale trzeba się czasem nieźle nagłówkować, szczególnie w kilku ostatnich ruchach. W swojej turze do wykorzystania mamy dwie akcje, a możemy je zużyć na: wyłożenie kafla labiryntu (nigdy nie wiadomo co wylosujemy, chyba że dysponujemy specjalną cechą), przejście na kolejne pole, użycie specjalnej umiejętności, poruszenie golemem, wywołanie zdarzenia, skoczenie na most... Opcji jest naprawdę dość sporo, więc nie będziemy wszystkiego zdradzać.

W Labyrinthcie jest bardzo duża interakcja pomiędzy graczami, mało losowości (nie wiadomo na jaką pułapkę się nadziejemy i jaki kafel wyciągniemy), cała gama różnych możliwości ruchu i planowania strategii do przodu, mnóstwo różnych postaci (z których każda jest na swój sposób interesująca i otwiera nam nowe opcje rozgrywki). Rozegraliśmy partie we dwoje, ale także we cztery i pięć osób. Szczerze musimy przyznać, że we dwójkę nie było tak ciekawie, jak we większym gronie. Na pewno wpływała też na to nasza słaba wtedy znajomość zasad gry. W pięciu graczy jest naprawdę mnóstwo kombinowania i co rusz można zostać cofniętym na pole startowe i w każdym momencie ktoś może wygrać. We czwórkę rozgrywka chyba była najciekawsza i poziom trudności był taki optymalny. Im lepiej ktoś zna zasady, tym ciężej niestety z nim wygrać, ale sprytni gracze mają wyrównane szanse z weteranami, a żółtodzioby powinny szybko opanować o co chodzi, jeśli ktoś im wszystko dobrze wytłumaczy i nie będzie nieporozumień (które się niestety zdarzają, bo niektóre podpunkty czasem są niejasne i dopiero w praktyce orientujemy się o co chodzi). Czas rozgrywki jest naprawdę różny. Bo zdarzały się szybkie partie w czteroosobowym gronie, ale zaraz dochodziło do rewanżu, który okazywał się trwać naprawdę sporo czasu.


Nie mamy niestety porównania między edycją pierwszą, a drugą Labyrinthu, ale z czystym sumieniem możemy polecić tę grę w nowej odsłonie. Gra się naprawdę bardzo przyjemnie i wciąga na długie godziny, szczególnie już po przyswojeniu zasad. Grafika, a przede wszystkim przepięknie wykonane postaci oraz artefakty cieszą oczy i widać, że każdy element był przemyślany i starannie opracowany. 

Gra klimatyczna, rozbudowana, z dużą regrywalnością i mnóstwem możliwości. Zadowoli wymagających graczy i pozwoli wciągnąć się w ten świat na wiele rozgrywek.

Labyrinth otrzymał wyróżnienie graczy w plebiscycie Gra Roku 2012, co jest naprawdę dowodem na to, że warto zainwestować, bo na pewno się opłaci.

Obejrzyj unboxing gry na naszym Facebooku (klik).

Galeria zdjęć:

Magia, przyjaźń i przygoda - "Chowańce. Gwiazdy przeznaczenia"

"Chowańce, Gwiazdy przeznaczenia" to książka skierowana do młodszej grupy odbiorców, głównie do dzieci w wieku szkolnym.  Jednak historia jest tak interesująca i niecodzienna, że starsi znajdą w niej coś dla siebie. Warto wspomnieć, że Sony Animation przygotowuje film animowany na podstawie tej histori.

Wiele jest książek na rynku, w których magia styka się z normalnym światem, a czarodzieje żyją pośród niczego nieświadomych śmiertelników. Jednak ile jest książek, w których pokazana jest akcja, z trochę innego punktu widzenia, skupiająca się wkoło magicznego stworzenia - towarzysza czarodzieja? Ten właśnie motyw porusza książka "Chowańce" i to czyni ją niezwykłą.

Chowańce to zwierzęta obdarzone magicznymi mocami, które wraz ze swoimi opiekunami zgłębiają tajniki magii, po to by w przyszłości wspólnie służyć królestwu. Tak właśnie kot Aldwyn trafia do jedenastoletniego Jacka. Chłopiec nie ma pojęcia, że jego chowaniec, którego sobie wybrał, tak naprawdę jest zwykłym dachowcem...

Jednak, gdy królestwu zagraża ogromne niebezpieczeństwo, a młodzi czarodzieje zostają uprowadzeni, tylko chowańce są w stanie ich uratować. Dachowiec Aldwyn wyrusza na poszukiwania wraz ze swoimi przyjaciółmi - rzekotką Gilbertem i modrosójką Skylar. Podczas wyprawy czeka ich masa przygód i niebezpieczeństw, jednak nic z czym chowańce by sobie nie poradziły.

W książce została użyta duża czcionka, co na pewno ułatwi lekturę młodym czytelnikom. Język też jest na tyle przystępny, że nie powinien sprawiać problemu. Wykreowany przez autorów świat jest bardzo barwny i plastyczny, tak samo kreacja bohaterów jest niezwykle dopracowana. Akcja bardzo wciąga i niejednokrotnie zaskakuje, dzięki czemu przy lekturze "Chowańców" można przepaść na długi czas. Kartki dosłownie przelatują przez palce, a po niespodziewanych zakończeniu, ma się ochotę rzucić wszystko i ruszyć na poszukiwanie własnego Chowańca! Takie oddanie i przyjaźń są niesamowitą sprawą.

"Chowańce. Gwiazdy przeznaczenia" to świetna książka o magii, przygodzie i przyjaźni. Poza tym, że przekazuje wiele pozytywnych rzeczy młodemu czytelnikowi, to jednocześnie zawiera w sobie sporo humoru. "Chowańce" są świetną pozycją dla miłośników "Harrego Pottera" lub "przyszłych miłośników HP", dla których jest on jeszcze za ciężki :) 

"Chowańce" to kolejna książka, która mimo, że jest z kategorii dla młodszych czytelników, to całkowicie podbiła moje serce i miałam z nią masę pozytywnej zabawy. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom, jak i na obiecywany film animowany!

Autor: Adam Jay Epstein, Andrew Jacobson
Seria/Cykl wydawniczy: Chowańce t.1
Gatunek: Fantasy
Wydawnictwo: IUVI
Liczba stron: 368

Igrzyska Śmierci dla młodszych: "Gregor i Niedokończona Przepowiednia" SUZANNE COLLINS

Chyba już każdy słyszał o Suzanne Collins i jej fenomenalnej trylogii "Igrzyska Śmierci". Tym razem autorka przygotowała coś dla młodszych czytelników, ale także dla takich osób jak ja, które po prostu uwielbiają jej twórczość i są spragnione kolejnych książek spod jej ręki. "Gregor i Niedokończona Przepowiednia" to nie "Igrzyska Śmierci", chociaż nie jedno podobieństwo da się w tej książce wyczuć.

Pewnego dnia Gregor wraz z dwuletnią siostrą całkowicie niespodziewanie odbywa podróż do Podziemia. Do miejsca, w którym we względnej zgodzie żyją przedziwne stwory, które są rodzeństwu znane, ale nie w takiej odsłonie. Poza tymi stworzeniami żyją tam też ludzie, będący ostatnią nadzieją dla Gregora i Botki na powrót do domu. 


Okazuje się, że przybycie chłopaka zostało przewidziane w Niedokończonej Przepowiedni i jego rola we wprowadzeniu pokoju w Podziemiu jest kluczowa. Ponadto ma szansę odnaleźć swojego dawno zaginionego ojca.  Dlatego też Gregor musi udać się na niebezpieczną wyprawę, która odmieni losy wszystkich.

Jest to pierwsza z pięciu ksiąg "Kronik Podziemia", serii przeznaczonej dla czytelników w wieku szkolnym. Jednak starsze osoby również znajdą tu coś dla siebie. Mi się ta książka bardzo podobała, chociaż na początku, gdy entuzjazm spowodowany napisem na okładce: "Suzanne Collins" trochę opadł, to miałam obawy, czy oby na pewno będzie to dla mnie dobra książka... Jednak szybko się okazało, że czuć w niej Suzanne Collins, autorkę, którą pamiętam z "Igrzysk Śmierci", i która przysporzyła mi największego kaca książkowego na świecie wspominaną trylogią. 

"Gregor i Niedokończona Przepowiednia" jest świetna, emocjonująca, zaskakująca i bardzo wciąga. Czyta się ją z lekkością i dużą prędkością. Podziemie, czyli świat, w który rozgrywa się akcja, jest w bardzo przystępny sposób opisany, a czytelnik jest stopniowo do niego wprowadzany. Mrok, który go otacza jest bardzo wyczuwalny, tak samo jak napięte relacje między jego mieszkańcami.

Szczury, karaluchy, pająki, nietoperze to znane z naszego świata stworzenia, które raczej nie mają zbyt wielu fanów. W tej książce zostały w bardzo ciekawy sposób przedstawione, poniekąd wyolbrzymiając ich cechy, ale także dokładając masę nowych. Moje serce skradły karaluchy, które były wprost genialnie wykreowane. Sposób, w którym mówiły był zarazem tak prosty, a jednocześnie wyjątkowy. Tak samo ich podejście, ta cała pokora i oddanie. Coś wspaniałego. Kreacja głównego bohatera też była wyjątkowa, chociaż nie tak bardzo jak karaluchów. Gregor w świetny sposób rozwiązywał wszystkie problemy i zajmował się młodszą siostrą.

Motyw wyprawy, to jeden z moich ulubionych, dlatego też spodobała mi się misja głównego bohatera. W książce "Gregor i Niedokończona Przepowiednia" jest masa przygód, niebezpieczeństwa, odrobina przemocy, wiele zaskakujących sytuacji, podwójne twarze, poświęcenie. To ostatnie jest oczywiście najbardziej wzruszające, tak bardzo w stylu Suzanne Collins, że chwilami czułam się jakbym znów czytała o losach Katniss. Dlatego naprawdę ją polecam.

Autor: Suzanne Collins
Seria/Cykl wydawniczy: Kroniki podziemia t.1 
Gatunek: Fantasy
Wydawnictwo: IUVI
Liczba stron: 368

W co graliśmy na festiwalu GRAMY?

Jakiś czas temu, weekendowo (16-17.05) udaliśmy się na największe spotkanie miłośników gier planszowych w Polsce, czyli Festiwal GRAMY...


O festiwalu słów kilka: Po zeszłorocznym festiwalu wiedzieliśmy czego się spodziewać i nie zawiedliśmy się. Oczywiście, stołów jak zwykle brakowało, ale mimo tego w ciągu dwóch dni grania, tylko jedną partię rozegraliśmy na ziemi ;) Gry, tak jak poprzednio, można było zakupić tylko na stoisku Rebel.pl, ale promocje nie były jakieś rewelacyjne, dlatego - tak jak wcześniej zakładaliśmy - do domu wróciliśmy z pustymi rękami. Od początku nastawialiśmy się przede wszystkim na granie, granie, granie... Dlatego nie uważamy tego za jakiś minus. O dostępności jedzenia nie będziemy się rozpisywać, bo nie ma nawet o czym... Dwa/trzy food trucki (z fast foodami) z bardzo małą ofertą. Dla grających od rana do wieczora, to trochę za mało. Edycja zeszłoroczna w Gdańsku pod tym względem miała ciekawszą ofertę. Na szczęście sytuację ratowało CH Riviera, które znajduje się zraz obok. Przejdźmy jednak do najważniejszego i najciekawszego, czyli do gier. W wypożyczalni było ponad 700 tytułów, w tym wiele z nich po kilka egzemplarzy!

Mieliśmy przyjemność zagrać w:

Megawojownicy (nowość)
Wcześniej nie słyszeliśmy o tej grze, ale zaintrygowało nas jej pudełko. A dokładniej to, że zamiast opisu na spodzie pudła, był nadruk przypominający podłogę na arenie... Jak się po chwili okazało, w tej grze walczy się na arenie, którą buduje się właśnie z pudełka! Ekstra pomysł. Rozegraliśmy walki każdą z dostępnych postaci (w trybie 2 osobowym i 3 osobowym) i było fajnie. Chociaż mamy kilka uwag co do równowagi (jak pokonać smoka?:D).


O co chodzi w grze:
Wcielamy się w 1 z 8 postaci i toczymy walkę na arenie za pomocą dostępnych kart. Zabieramy sobie żetony życia. Kto zbierze ich najwięcej - wygrywa.

Budowniczowie: Średniowiecze
Gra, która od początku była na liście "must play". Okazała się bardzo prostą i przyjemną gierką. Jest zapakowana w blaszaną puszeczkę, dzięki czemu plastikowe monety, które się w niej znajdują, wydają dźwięk jak prawdziwe pieniądze :) Fajnie byłoby mieć ją w swojej kolekcji.


O co chodzi w grze:
Budujemy różne budynki, maszyny i w tym celu zatrudniamy budowniczych. Za budowę zdobywamy monety, za które płacimy robotnikom.

Carcassonne
To pozycja, w którą grałam już jakiś czas temu i bardzo mi się spodobała. Jednak mimo moich zachwytów, opisów gry i próśb - Zerr był nieugięty i nie zgodził się na kupno. Pewnie dlatego, że ta gra bardzo przypomina moją ulubioną "Wilki i owce", za którą on nie przepada. Poza tym Carcassonne nie jest zbyt piękna, a on dość dużą wagę przykłada do tego aspektu. Jednak w końcu udało mi się przekonać go, żeby chociaż spróbował w nią zagrać. Niestety, poniosłam klęskę, bo rozgrywka nie była tak fascynująca, jak zapamiętałam...



O co chodzi w grze "Carcassonne":
Budujemy z kafelków trakty, zamki, klasztory i zgarniamy za to punkty.

Mistakos
Inaczej "krzesełka". Gierka zręcznościowa, rozegrana trochę z "braku laku" i mega zmęczenia po całym dniu. Okazała się dość interesująca, odrobinę przypomina Jengę. Ale taką trochę na opak.



O co chodzi w grze "Mistakos":
Budujemy wieże, konstrukcje z plastikowych krzesełek, tak aby się nie zawaliła.

Metropolia
Z początku instrukcja wydawała się zbyt skomplikowana, ale podołaliśmy i w końcu okazało się, że gra jest bardzo prosta i fajna. Jako nowicjusze graliśmy w wersję podstawową (bez dodatku "plus"), popełniliśmy kilka błędów (zbyt szybko zakup drugiej kostki), ale ogólnie bardzo nam się spodobało. Jest to kolejna gierka, która przy jakiejś dobrej okazji wyląduje u nas na półce.


O co chodzi w grze:
Kupujemy różne miejsca (sklep, las itd), dzięki którym mamy zysk i możemy kupować kolejne lokacje. Rozbudowujemy swoje miasto i zgarniamy zyski za wyniki na kościach odpowiadające kartom.

Kragmortha
Już w zeszłym roku ta gra bardzo przykuła naszą uwagę, ale nie mieliśmy pojęcia o co w niej chodzi. Tym razem mieliśmy okazję w nią zagrać i nim się obejrzeliśmy, było już za późno żeby się wycofać. Jest to śmieszna gra towarzyska, w której dostaje się kary! Tak oto skończyliśmy z kartą na głowie i między kolanami, krabimi rękoma, zrośniętymi palcami...


O co chodzi w grze:
Jesteśmy goblinami, które buszują w bibliotece Mrocznego Władcy. Staramy się zebrać jak najwięcej ksiąg, ale naszemu Władcy się to nie podoba i... Wymierza nam kary.

Vudu (nowość)
Myśleliśmy, że "Kragmortha" była hardcorowa, ale byliśmy w błędzie... Dopiero "Vudu" dało nam popalić! Mieliśmy przyjemność zagrać w tę grę z panem ze stoiska Black Monk, który błyskawicznie wyjaśnił nam zasady i prowadził przez całą rozgrywkę. Musieliśmy mieć niezłe miny, gdy pojęliśmy, że znów wpakowaliśmy się w tak szaloną grę :) Tym razem śmiechu było co nie miara! Naprawdę! Rzucaliśmy na siebie klątwy, których nazwy były prześmieszne, a ich działanie tym bardziej. Tak oto skończyliśmy piszcząc jak mysz, chodząc wokół krzesła, drapiąc się po głowie, dziękując zmyślonym fanom, klaszcząc, kaszląc itd... Bardzo fajna gra na spotkanie ze znajomymi :)



O co chodzi w grze:
Rzucamy klątwy na innych graczy i zbieramy artefakty. 

Budowa Zamku (nowość)
Dzień wczesnej oglądaliśmy video recenzję tego tytułu i nasza reakcja (zwłaszcza Zerra) nie była zbyt pozytywna. Ale jak to zwykle bywa, ktoś całkowicie zapomniał, że to była TA gra, no i wylądowała na naszym stoliku. Okazało się, że rozgrywka jest przyjemna i nie wymagająca. Takie trochę "memory", ale bez dobierania w pary.


O co chodzi w grze:
Budujemy zamek, który składa się z 10 elementów (Kafel + 9 kart). Karty należy układać tak, by numery, które się na nich znajdują były coraz większe.

Gwiazdy są w Porządku (nowość)
Zaciekawił nas tytuł, więc postanowiliśmy ją wypróbować. Po walce z instrukcją, przystąpiliśmy do rozgrywki, która z początku wydawała się mega trudna. Nie poddaliśmy się jednak i po chwili zrozumieliśmy jak w nią grać. Gierka jest dość skomplikowana, wymaga dużej koncentracji, myślenia i planowania.


O co chodzi w grze:
Układa się 25 kafli z gwiazdami, księżycami itd., a następnie szuka konkretne układy, dzięki, którym przywołuje się potworki.

Small World Underground
Nie było innej opcji, musieliśmy zagrać w Small World, ale szkoda było nam po raz kolejny grać w podstawową wersję. Dlatego też byliśmy bardzo zadowoleni, gdy w wypożyczalni zobaczyliśmy pudło "Undergound". Co prawda bardzo już sfatygowane i po angielsku, a rozgrywkę musieliśmy przeprowadzić na ziemi... Potem się okazało, że trochę źle graliśmy (tylko dwie "żółte koszulki", znały zasady tej gry, ale nie mogliśmy ich odnaleźć), ale i tak było fajnie.


O co chodzi w grze:
Podbijamy regiony, zwalczamy przeciwnika i zbieramy punkty zwycięstwa.

Lista gier, w które chcieliśmy zagrać była baaaardzo długa, ale wiadomo, że mimo sporej ilości godzin spędzonych na festiwalu, nie ma możliwości by tego dokonać. Bardzo chcieliśmy zagrać w "Lords of Xidit", "Seasons" i jeszcze kilka innych dużych gier, ale zabrakło czasu i cierpliwości do instrukcji... Może jeszcze kiedyś się uda.



W przyszłym roku na pewno znów się udamy na ten festiwal, bo bardzo nam się podobało. Jeszcze nie wiemy czy wybierzemy się na jesienną edycję GRAMY w Gdańsku, która jest znacznie większa - pełno wystawców, nagroda dla gry roku i inne bajery. Mamy jeszcze trochę czasu do namysłu :)

Czy jest jeszcze dla Ciebie jakaś nadzieja? "7 razy dziś" L. Oliver

“7 razy dziś” jest debiutem autorki Lauren Oliver, którą pewnie większość osób kojarzy z fenomenalnej trylogii "Delirium". "7 razy dziś" została okrzyknięta międzynarodowym bestsellerem, przetłumaczono na dwadzieścia jeden języków. Jest to powieść, która pozostaje w pamięci na długo, a co najważniejsze - naprawdę zmusza do myślenia. Po kilku latach od premiery, Wydawnictwo Otwarte postanowiło jeszcze raz wydać tę książkę, tym razem w nowej, świetnej oprawie graficznej.

Sam Kingston wiedzie idealne życie. Jest ładna, popularna, ma trzy przyjaciółki, z którymi tworzy tzw. “elitę” szkoły średniej. Ma świetnego chłopaka, którego zazdroszczą jej wszystkie dziewczyny. Wszystko pięknie. Bohaterka niczym się nie przejmuje i nie ma powodów do zmartwień. Nie zauważa jednak istotnych rzeczy, które dzieją się w jej życiu.



"Okazuje się, że tyle rzeczy jest pięknych, jeśli bliżej im się przyjrzeć."
Najpopularniejsza dziewczyna w szkole po “ciężkim” dniu panowania, odstresowuje się na wieczornej imprezie, oczywiście, jak zwykle na nic nie zważając. To wszystko jest powodem tragicznej, a w szczególności przedwczesnej śmierci bohaterki. Jednak Sam Kingston niespodziewanie budzi się 12 lutego, w dniu którym zmarła. Niespotykana okazja, by wszystko naprawić. A może to kara od losu? Jednak czy tak zepsuta dziewczyna jest w stanie zrozumieć, co jest ważne, a co nie? Czy spojrzy na swoje poczynania z dystansem i odnajdzie to, co pominęła wiodąc beztroski żywot?
„Podobno tuż przed śmiercią całe życie staje człowiekowi przed oczami. 
W moim przypadku było inaczej.”

Książkę "7 razy dziś" miałam okazję czytać już dwukrotnie i za każdym razem równie bardzo mi się podobała. Można powiedzieć, że to właśnie po tej książce, kilka lat temu, narodziła się we mnie pasja do czytania. Jest to jednotomowa powieść, która mimo swojej lekkości potrafi tak namieszać w głowie i otworzyć oczy na niektóre sprawy. Kolejna kopalnia genialnych, bardzo życiowych i przede wszystkim motywacyjnych cytatów.

Zastosowana została tu narracja pierwszoosobowa, dzięki czemu czytelnik może śledzić jakie zmiany zachodzą w nastolatce. Dziewczyna, która kilkakrotnie już umarła, a dalej nie może zaznać spokoju. Wszystkie jej myśli i emocje, które nią targają są rewelacyjnie opisane. Samantha ze zdemoralizowanej nastolatki, która zażywa wszelkie używki, gardzi ludźmi i odpycha swoją rodzinę, próbuje zmienić się  w dobrą dziewczynę. Jednak czy w jeden dzień można naprawić wszystkie krzywdy, które wyrządziła innym przez tyle lat? 

Książka "7 razy dziś" bardzo mi się podobała. Przede wszystkim dała mi dużo powodów do refleksji nad życiem. Zawiera w sobie  wiele mądrości i pokazuje, jak nasze decyzje mogą wpłynąć na przyszłość. Jest to dla mnie bardzo wyjątkowa i szczególna książka. Po prostu skradła mi serce.
"Może dla ciebie jest jakieś jutro.
Może dla ciebie istnieje tysiąc kolejnych dni
albo trzy tysiące, albo dziesięć.
Ale dla niektórych istnieje tylko dziś.
I tak naprawdę nigdy nie wiadomo."
Autor: Lauren Olivier
Gatunek: Młodzieżowa/Science-fiction
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
#7RzeczyKtórychNieBędęŻałować:
*kolejność przypadkowa
  1. Oczywiście - przeczytania "7 razy Dziś" i wielu innych książek.
  2. Założenia Recenzjum razem z miłością mojego życia.
  3. Poznania wielu świetnych ludzi i pożegnania z równie sporą liczbą .
  4.  Czasu, który poświęciłam, na rzeczy, które sprawiają mi przyjemność.
  5.  Opinii, które przyszło mi wydać.
  6.  Tego, że jestem SOBĄ.
  7. Nigdy nie będę żałować rzeczy które zrobiłam źle.
    Żałować można tylko dobrych rzeczy zrobionych dla złych ludzi.

A może nad morze? Z książką po raz trzeci!

A może nad morze? Z książką 3

Już po raz trzeci odbędzie się spotkanie: blogerów piszących o książkach, komentatorów tych blogów oraz autorów i autorki, dzięki którym blogerzy mają o czym pisać na swoich blogach, a komentatorzy mają co komentować. Tradycyjnie rozmowy o książkach i blogach odbędą się w Sopocie. Patronat nad wydarzeniem sprawuje, jak co roku, Literacki Sopot.
Literacki Sopot
Spotykamy się w sobotę 11 lipca 2015 roku o godzinie 14.00. W miejscu najpiękniejszym z możliwych, przy sopockiej plaży w Zatoce Sztuki. Tym razem jednak usiądziemy w sali morskiej z tarasem, czyli będziemy spoglądać na Bałtyk lekko z góry.

Zatoka Sztuki

Sponsorzy spotkania "A może nad morze? Z książką 3":
Sponsorzy spotkania
Więcej informacji odnośnie spotkania znajdziecie na blogach organizatorek:

A tutaj nasza relacja z pierwszego spotkania:

I z drugiego:

Groza nie czytać! - I ogólnopolska Noc bibliotek

O akcji "Noc bibliotek":  
W sobotę 30 maja 2015 r., od godz. 18.00 do świtu zapraszamy na pierwszą ogólnopolską Noc Bibliotek – pełną atrakcji wieczorno-nocną imprezę promującą czytelnictwo i biblioteki jako miejsca, w których warto bywać.

Wszystkie biblioteki biorące udział w akcji pojawiają się na specjalnej mapie Nocy, z której jest łatwo przejść do zapowiedzi wydarzeń w konkretnych bibliotekach. Ułatwia to sprawdzenie, co dzieje się w sąsiedztwie – wybranie się do najbliższej biblioteki, poznanie jej i przekonanie się, że tuż za rogiem czekają dostępne bezpłatnie nowości książkowe, czasopisma, gry. Że odbywają się tu ciekawe wydarzenia kulturalne, że można tu poznać sąsiadów i twórczo razem spędzić czas. 
 
TUTAJ zobaczysz, które biblioteki 
biorą udział w akcji "Noc bibliotek"


 
Nocy towarzyszy akcja „Przynieś książkę do biblioteki” – biblioteki zgłaszają podczas rejestracji książki poszukiwane przez czytelników, a odwiedzający mogą przekazywać już przeczytane pozycje ze swoich zbiorów.

Strona akcji na FB:
fb.com/nocbibliotek
 


Technologia Blogger.
 
Kontakt : Facebook | recenzjum@gmail.com
Copyright © 2015. Recenzjum - All Rights Reserved